Zanikający cmentarz ewangelicki dawnych mieszkańców Goschütz z centralnie usytuowanym mauzoleum rodziny von Reichenbach. Ilekroć nawiedzam podobne miejsca, uderza w oczy niezmierzony brak szacunku do sacrum, jaki cywilizacja zachodnia winna jest cmentarzom. Mam na myśli 'cywilizację', do której pretenduje Polska i my - Polacy. Można zarzucić powyższemu zdaniu niekonsekwencję, bo dla znacznej części społeczeństwa, jakoby od zawsze stanowiliśmy wraz z Europą nierozerwalną całość, wyraźnie dystansując się od barbarzyńskiego Wschodu. Niemniej czym innym są deklaracje, a zgoła odmiennym czyny będące świadectwem prawdy lub fałszu.
Wewnątrz czytelnych granic nekropolii odnajdziemy powalane farbą i bazgrołami mauzoleum oraz kilka uszkodzonych nagrobków, w tym rodziny von Reichenbach, które dzięki masywnym kształtom oparły się współczesnym barbarzyńcom, choć ich los wydaje się przypieczętowany. Na całej grzebalnej części cmentarza nie pozostał ani jeden nienaruszony nagrobek. Przestrzeń zieje oczodołami wykopów oraz zniszczeń z wyraźnymi śladami penetracji grobów. Zalegające śmieci dopełniają skali dewastacji i zaniedbania.
Jednak warto odbyć krótki spacer od centrum wsi, bo wśród porozrzucanych kawałków kamienia jest szansa na spotkanie genius loci. Miałem wrażenie, że duch miejsca unosi się pomiędzy drzewami i cmentarnymi artefaktami nie dowierzając, że spokój zmarłych został brutalnie zakłócony. Już sama obecność odwiedzających przywraca im choć odrobinę godności i zapewnia pamięć niezbędną dla współczesnego poczucia tożsamości. Bo przecież Goszcz nie pojawił się z chwilą zakończenia wojny, lecz posiada dłuższą historię, na której oparli swoje życie obecni mieszkańcy.
Wewnątrz czytelnych granic nekropolii odnajdziemy powalane farbą i bazgrołami mauzoleum oraz kilka uszkodzonych nagrobków, w tym rodziny von Reichenbach, które dzięki masywnym kształtom oparły się współczesnym barbarzyńcom, choć ich los wydaje się przypieczętowany. Na całej grzebalnej części cmentarza nie pozostał ani jeden nienaruszony nagrobek. Przestrzeń zieje oczodołami wykopów oraz zniszczeń z wyraźnymi śladami penetracji grobów. Zalegające śmieci dopełniają skali dewastacji i zaniedbania.
Jednak warto odbyć krótki spacer od centrum wsi, bo wśród porozrzucanych kawałków kamienia jest szansa na spotkanie genius loci. Miałem wrażenie, że duch miejsca unosi się pomiędzy drzewami i cmentarnymi artefaktami nie dowierzając, że spokój zmarłych został brutalnie zakłócony. Już sama obecność odwiedzających przywraca im choć odrobinę godności i zapewnia pamięć niezbędną dla współczesnego poczucia tożsamości. Bo przecież Goszcz nie pojawił się z chwilą zakończenia wojny, lecz posiada dłuższą historię, na której oparli swoje życie obecni mieszkańcy.