Masakra. Ja rozumiem że zdalne nauczanie nic od nauczycieli nie wymaga, ale załatwianie przez pania polonistkę spraw związanych z jej druga praca jako dyrektor przedszkola Pani w trakcie języka polskiego konczy lekcję wczesniej tekstem muszę isc cos załatwić. Co mozna w trakcie pracy załatwiac. Lekcje się nie odbywają, nawet nie ma tego zgłoszonego tylko jej poprostu nie ma a kase bierze.Pani jak zwróci się jakąkolwiek uwage pierwsze co robi kazuje swojemu mężowi, zatrudnionemu jako pedagog w tej szkole, wezwać rodzica na dywanik i zaczyna sie tyrada. Pan bezczelny chamski. Pani polonistka wyzywa się na dziecku jak tylko rodzić cokolwiek sie odezwie. Czy taka kobieta powinna uczyć w szkole i przedszkolu??