Wg. opowieści okolicznej ludności, był to żołnierz kampanii wrześniowej. Miał się on zagubić w miejscowości i ponoć, z powodu strachu przed nieznajomym, nikt nie chciał mu pomóc (już wtedy Niemcy byli w Ryglicach). Niektórzy mówią o tym, że miał on nadużyć alkoholu i z rozpaczy zacząć strzelać do czołgu niemieckiego. Najprawdopodobniej jednak Niemcy go chcieli wylegitymować, a jako ukrywający się żołnierz, zapewne nie nosił ze sobą dokumentów. Wtedy też go zastrzelono (być może uciekał). Obywatele Ryglic, litując się nad ciałem zastrzelonego, pochowali go na miejscowym cmentarzu. Wg. relacji miał jedynie list do matki, w którym widniał podpis Andrzej. Niestety nagrobek jest bardzo zaniedbany, a szkoda.